KEECIE WRESZCIE W POLSCE!

autor: admin

Oryginalne, ręcznie robione skórzane torebki i dodatki marki Keecie są już w Polsce

Choć marka Keecie istnieje zaledwie od 2006 roku, już ma spore grono wielbicielek na całym świecie. Nazwa marki pochodzi od pierwszych liter imion założycielek firmy, czyli Holenderek: Klaartje de Hartog i Caroline Borger. Początkowo projektantki miały tylko jeden punkt sprzedaży w Holandii, szybko jednak ich produkty zdobyły ogromną popularność i obecnie projektantki zarządzają tam siecią ponad 30 sklepów. Produkty Keecie można także kupić w Belgii, Niemczech, Danii, Francji... a od niedawna także w Polsce. Założycielki firmy przyznają, że inspiracją dla ich pierwszego pomysłu była nylonowe torby na zakupy z lat 70., jakie miały ich matki.

Obecnie Keecie sprzedaje ręcznie robione, skórzane, kolorowe torby, torebki, portmonetki i etui na drobiazgi. Jednak to co naprawdę wyróżnia produkty Keecie to ich wyjątkowo oryginalny kształt. Torebka-jamnik, portfel-świnka, etui-ptaszek... Na dodatek nie musimy się ograniczać w kolorach, bo projektantki oferują całą gamę kolorystyczną swoich produktów. Keecie to gwarancja oryginalnego stylu, nie tylko dla miłośniczek zwierząt.

 

UWAGA! W naszym sklepie wystawiamy tylko wybrane produkty Keecie, ale dla swoich klientek możemy sprowadzić każdy z dostępnych w holenderskim sklepie Keecie produktów (www.keecie.nl). Dlatego jeśli coś cię zainteresuje, czego nie ma aktualnie na Trendsetterka.com, skontaktuj się z nami – wycenimy i sprowadzimy dla Ciebie każdy produkt Keecie.

 

 

TAGI: jamnik, keecie,

 

PONTON, OKRĘT I MĘŻCZYZNA

W ramach weekendowych seansów filmowych luby zażyczył sobie obejrzeć
"Sztandar chwały" Clinta Eastwooda o lądowaniu Amerykanów na japońskiej
wyspie Iwo Jima. Luby mój z wielkim upodobaniem czyta "Strzał", "Arsenał" i
inne militarystyczne periodyki, jest zatem specjalistą w zakresie wszelkiego
możliwego uzbrojenia, taktyki wojennej i innych nudnych bzdur, które na ogół
doprowadzają kobiety do ostentacyjnego ziewania.

Ja jednak postanowiłam wykazać nieco entuzjazmu, dlatego widząc na ekranie
płynących w kierunku Iwo Jimy Amerykanów z pozorowanym zainteresowaniem
wykrzyknęłam:
- Ale fajne statki!
- To nie statki - odpowiedział zdegustowany luby. - To okręty wojenne.
Niezrażona tą reprymendą po kilku minutach, obserwując na ekranie desant
Amerykanów, zawołałam radośnie:
- Ale śmieszne łódki!
- To nie żadne łódki, tylko barki desantowe - zareplikował mój miły jeszcze
bardziej zdegustowany niż poprzednio.
Po pół godzinie podjęłam kolejną próbę:
-  Fajna barka - rzuciłam fachowo.
- Głupia, to nie łódka. To ponton - usłyszałam.
- Nie, to duże.
- ???? [osłupienie] To jest okręt podwodny!

Próbowałam się jeszcze dowiedzieć, dlaczego te statki, pardon, okręty
płynęły jeden za drugim, a nie obok siebie albo byle jak, ale luby wywrócił
tylko oczami, westchnął z politowaniem i rzucił mi spojrzenie, które
oznaczać miało, że i tak nic nie zrozumiem. Mężczyźni... A potem przychodzi
do mnie jeden z drugim i pyta, co to jest mascara.

 
1